W mojej wsi mroźna zima. Moja chata z kraja? Oj, nie! Jesteśmy Dziećmi tej Ziemi, więc pomyślałem o pradawnej kulturze Iranu, gdy 21 grudnia 2025 t. pisałem swój świąteczno-mistyczny felieton:

21 grudnia zaczęło się zimowe Słońcastanie - prastare święta, które w różnym czasie i miejscu zmieniały nazwy: Divali, Gody, Sol Invictus, Szab-e Jalda (to po persku - szacunek dla narodu Irańskiego!), Boże Narodzenie...Wszystkie wielkie kultury czciły ten czas jako zwycięstwo Światła nad ciemnością.

I siedem dni później w miastach irańskich zaczęły się protesty, które przerodziły się w powstanie. Ja to przeżywam. Z jakichś duchowych przyczyn ten kraj jest mi bliski emocjonalnie. Od dzieciństwa.

A zaczęło się od znaczków pocztowych: Miałem około 10 lat, jak Tata dał mi serię znaczków pocztowych z widokami jakiegoś kraju i marsowym portretem mężczyzny z ciemnymi brwiami. Wtedy nie było internetu, był jeden program TVP niezbyt zainteresowany dalekimi krajami więc znaczki były znakomitym nośnikiem wiedzy o dalekich krajach i zachodzących tam wydarzeniach. Od razu zapytałem Tatę, kim jest człowiek z ciemnymi brwiami? Dowiedziałem się, że to szach Iranu. Szach? Tak, to po persku „król”. Po ojcowskich opowieściach chętnie szukałem znaczków irańskich do mojej kolekcji, a potem zacząłem szukać wiadomości o tym kraju.

I tak się zaczęło. Jako nastolatek czytałem „Złoto Piasków” Kazimierza Dziewanowskiego i „Iran – nowe mocarstwo​? Jacka Kalabińskiego. Potem nieco fabularyzowany reportaż „Szachinszach” Ryszarda Kapuścińskiego. Wiele dały mi do myślenia reportaże z Persepolis i publikowane w TVP i czasopismach migawki z hucznych obchodów 2500-lecia Cesarstwa Iranu z paradą historyczną oraz fetą (nota bene bardo rozrzutną). Jak każdy meloman mający jako taki słuch zachwyciłem się małą płytą Anny German, z rzewnymi pieśniami z jakąś tajemniczą muzyką do tekstów irańskiego poety Ahmada Szamlu. Przeczytałem na okładce, że to hołd naszej wspaniałej pieśniarki z okazji tego 2500-lecia.

 

Pod koniec lat 70-tych XX wieku fascynowałem się teatrem otwartym i wiedziałem, że nasi koryfeusze tego nurtu: Jerzy Grotowski, Konrad Swinarski i Henryk Tomaszewski występują na światowym Festiwalu Sztuk Sziraz-Persepolis. To był światowy zlot awangardy teatru otwartego. Grotowski odniósł tam wielki sukces, po czym Polskę odwiedziło trochę artystów irańskich. Byłem bardzo wzruszony spektaklem „Samobójstwo Kraba” irańskiego teatru Karge Nemeeyesh. To dzieło ważne jest w mojej pamięci obok kilku głęboko humanistycznych dzieł teatru otwartego, które widziałem (uczestnicząc) we Wrocławiu, Krakowie i Warszawie. To było coś na miarę Szekspira przy zastosowaniu metod aktorskich Grotowskiego.

Ciekawą postacią dla mnie jawiła się szahbanu (cesarzowa) Farah Pahlavi, która dała w 1977 roku kilka wywiadów dla TVP i polskiej prasy. Wyczułem, że tonuje jak może srogie rządy męża. Podobało mi się, że promuje wyzwolenie Iranek, ich edukację i kariery zawodowe. A przy tym jest honorową...harcmistrzynią! I damą polskiego „Orderu Uśmiechu” przyznawanego przez dziecięcą kapitułę.

Ale światowe intrygi w roku 1978 były równie podłe jak obecnie: Szach, był zbyt srogi a potem stracił kontrolę nad państwem. Jego zdrowie oraz współpracownicy -zawiedli. „Sojusznicy” go się wyrzekli, zaś Chomeini miał coraz większy posłuch i dla zdobycia władzy wykorzystał starą sztuczkę: Nazwał Szacha bezbożnym i obiecał Irańczykom raj na ziemi perskiej. Tak, on tylko futrował Irańczykom, Iranki miały być oszukane, poniżone i zmarginalizowane, ale na przełomie lat 1978/79 o tym nie wiedziały.

A Szach? Zrobił na koniec coś, co było godnym: Aby położyć kres krwawym walkom ulicznym, powstrzymał wojsko, rozwiązał bezpiekę, oddał władzę premierowi i zabrał najbliższą rodzinę na lotnisko teherańskie. Tam weszli do Boeinga 727, Szach zasiadł ze sterami i wystartował do Kairu. Tam umarł po roku. Nie był święty ale tragicznie dla Iranu złożyło się, że jego następcy z „Republiki Islamskiej” (będącej czystą teokracją a raczej monarchią „Najwyższego duchowego przywódcy”) okazali się znacznie gorsi.

W Iranie na stołku zasiadł ponury mułła Chomeini z tytułem ajatollaha. Potem pochlebcy nadali mu zaszczytny tytuł Imama. Ten hipokryta, kazał poniżać kobiety, ograniczył prawa innowierców, na czele teherańskiego Sądu postawił mułłę który podczas rozprawy dwa razy strzelił z pistoletu do byłego premiera Howejdy. Ten barbarzyńca lżył rannego i dopiero po tym wydał go na dobicie. Urzędniczkom a nawet uczennicom nakazano pewnego dnia założyć hidżaby, a ponieważ czegoś takiego nie było w ich domach od 1935 roku, to musiały zdjąć ciemne zasłony z okien i naprędce się okutać w ten ponury, tłumiący osobowość i godność kobiety strój. Wzruszająco opowiada o tym „komiks historyczny” i film irańskiej plastyczki Marianny Satrapi. https://www.facebook.com/watch/?v=1547395246476115

Tenże Chomeini na początku 1979 roku proklamował „Republikę Islamską Iranu” a na fladze państwowej umieszczono podejrzany znak. Wielu wierzyło, że ten duchowny zadba o wolność i dobrobyt. Ale już po serii bestialstw jego ludzi, wiadomo było co to za typ. Doskonale zdemaskowała go Oriana Fallaci, która w tym czasie poprosiła ajatollaha o wywiad. Przed wejściem, ochrona dała jej czarną płachtę z prośbą o założenie na głowę. Gdy Oriana miała tego dość, tyran stwierdził: nie musi go pani nosić, czador jest dla młodych porządnych kobiet”. Po takim przytyku Oriana ze złością zdarła go z siebie i rzuciła a Chomeini wyszedł.

W 1980 r. w Polsce nastała Solidarność, w którą zaangażowałem się całym sobą. Ale dochodziły do mnie tragiczne doniesienia z Iranu, tak smutne, że nie będę ich wspominać.

W międzyczasie, w latach 1982- 1988 byłem kolporterem prasy i książek drukowanych nielegalnie i konspiracyjnie. Miałem więc dobry dostęp do literatury antykomunistycznej i przeczytałem kilka wspomnień naszych polskich zesłańców na Syberię i do Kazachstanu. Tam powtarzały się opisy, że gdy w 1943 roku uwolnione już z łagrów i zsyłek Polki z dziećmi, wygłodniałe, cierpiące nędzę i poniżenie ze strony sowietów, migrowały do Iranu. I tamtejsi prości, niezamożni ludzie i lokalni urzędnicy dawali im żywność, odzież, kwatery, a kogo trzeba kierowali do szpitali. Nasi imigranci w Iranie byli tak wycieńczeni, że wielu umarło. Przedstawia to migawka kroniki Pathe: https://silencedrefugees.com/british-propaganda-film-polish-refugees-in-persia/

Polskie cmentarze cywilne i wojskowe na szlaku ich ewakuacji i odpoczynku są od tego czasu zadbane, co robili Irańczycy bez względu na to kto rządził w Teheranie. I to jest godne zachowanie! I wdzięczność się im należy.

Ciekawe dlaczego tak jest? Skąd taka sympatia wzajemna odległych narodów? Znaczny wpływ na ludy Iranu, a tym samym obecny naród irański mają starożytni Arjowie, którzy wytworzyli wspaniałą kulturę opartą na świętej księdze Awesta. Języki słowiańskie i irańskie wywodzą się od wspólnego pradawnego języka Arjów. Analiza historyczno-lingwistyczna potwierdza tę tezę. Istnieje też, mimo dominacji różnych religii w naszych krajach wiele wspólnych cech, jak duchowość, gościnność, hojność, fantazja, umiłowanie rodziny, patriotyzm, talenty artystyczne i szacunek dla kobiet (z czym jednak walczyli fanatyczni mułłowie). Jednoznacznie stwierdzam: Irańczycy są najbliższym nam duchowo i mentalnie narodem szeroko rozumianego Wschodu.

I oto po naszych świętach 2025 roku doszły do mnie ważne wieści z Iranu: Poniżanie tego narodu doszło do dna: Nie tylko ich oszukiwali 47 lat, bezczelnie powołując się na Boga, to jeszcze ich okradli: Upadły banki spekulacyjne, rial upadł, zaczęła się hiperinflacja, wywozi się coś samolotami do Rosji. Światowi gracze zasiedli do stolika. Karta Iranu jest w licytacji.

Ja Wam, Iranki i Irańczycy z całego serca życzę Pokoju i Wolności.

Bóg i Duchy Przodków są z Wami! خدا یار و نگهدار ایران باشد!

Wasz Brat - Paweł A. Fijałkowski