To, co było pewne stało się niepewne. To co uchodziło za mądrość okazało się głupotą. Takie czasy!

Mądrale nazywają ten stan zmianami paradygmatu. Ja wolę prostą mowę, i tak do Ciebie piszę:

Zmiany idą lawinowo od przełomu XX i XXI wieków. Autorytety "uświęcone" i "oficjalne" upadają. Pojęcia takie jak "postęp", tracą jakikolwiek sens.

Przykład wiejski: W latach 1970-tych zachwycano się "zieloną rewolucją", aby za wszelką cenę zwiększyć produkcję rolną z hektara i tak zapobiec głodowi. Do pomocy siłom postępu ruszyły kompanie uczonych, którzy po obu stronach żelaznej kurtyny prześcigali się w technicznym traktowaniu naszej Ziemi: Intensyfikacja plonów monokultury bawełny w sowieckiej Azji Centralnej doprowadziła do wyjałowienia gleby, zaniku rzek i wyschnięciu Morza Aralskiego. W USA oficjele pospołu z naukowcami zlikwidowali zbędne uprawy, jak konopie i wyhodowali genetycznie zmodyfikowane organizmy żyjące w symbiozie z... herbicydami/pestycydami na monokulturowych polach. W wielu państwach gnębiono "kułaków", fellachów, peonów. Likwidowano miedze, zagajniki, tereny podmokłe. Koncerny typu Monsanto ruszyły do Indii i innych krajów III Świata ratować "zacofane" rolnictwo, oferując genetycznie zmodyfikowane nasiona, które fałszywie zachwalano jako superwydajne. W rezultacie chłopskie gospodarstwa zamieniły się w systemowe farmy z podejrzanym plonem GMO, zaś lichwiarskie umowy licencyjne na patentowane nasiona spowodowały nędzę rolników i tysiące samobójstw. W naszym Kraju już kilka razy rządzący usiłowali wprowadzić ustawowe dopuszczenie upraw zmodyfikowanych genetycznie roślin. Wprost tego nie ośmielili się zadekretować, ale po polach widać już tabliczki firmowe z marką kukurydzy GMO, rosnącej bujnie, gdyż ustawa takie eksperymenty dopuszcza.

Teraz te "postępowe" praktyki okazują się pomyłką albo wręcz wynikiem spisku oligarchów. Rozglądamy się znowu za tradycyjnym chłopem i zdrową żywnością z normalnego gospodarstwa.

Dobrze, ale do czego nam ta wiedza? Ano warto wiedzieć, co się dzieje w świecie, aby dbać o własne podwórko, aby chronić lokalną Przyrodę przed cwaniakami, którzy chcą kasy za cenę zatruwania Ziemi i nas.  Nie można już wierzyć na słowo, gdy kazanie jest wygłaszane z góry. Pamiętajmy: im więcej przekazu medialnego z bogatego medium, tym większa możliwość kłamstwa, manipulacji lub przemilczenia sedna sprawy!

Lepiej szukać prawdy w indywidualnych kontaktach, rozmowach, spotkaniach, wydarzeniach tworzonych oddolnie. Można też aktywizować się w Internecie, ale to wirtualna aktywność, często będąca tylko namiastką życia społecznego. Dlatego ja tu i ówdzie publikuję, ale prawdziwy dialog prowadzę osobiście: Z przyjaciółmi, sąsiadami, aktywistami ekologicznymi czy przedstawicielami władz.

Jak wiadomo jeden Człowiek może znać osobiście i mieć trwałe relacje ze zbiorem od 100 do 150 osób. Więc powoli wraca system rodowy, w którym takiej liczebności grupy - rody, były podstawą plemion i związków plemiennych (późniejszych narodów).  W dawnych wiekach ród wywodził się od wspólnego przodka (realnego lub mitycznego), ale często przyjmowano do takiej wspólnoty przybyszy, zwłaszcza poślubionych. Obecnie zaczynają się odradzać rody na podstawie wzajemnej sympatii i wspólnoty celów. Przykładem tego są osady rodowe w krajach słowiańskich i pozostałe eko-osady i eko-wioski.

Ale nim swój ród odnajdziemy, szukajmy prawdy w sobie, budźmy się! Spójrzmy czasem na Świat i siebie w nim z jakiejś wyższej perspektywy. Z dachu, z lotni, z góry Ślęży, z OBE. Nigdy nie jest za późno!

Na tej drodze idźmy swoim tempem, dostosowanym do Twojej osobowości, wieku, stanu. A rozglądajmy się dookoła i nie bierzmy nic co podają nam w ładnych opakowaniach (uwaga na nachalną reklamę i propagandę polityczną!), zaś uważajmy na to co ma w zawiniątku Człowiek napotkany, bo tam może być cos cennego.

Bliźni też się mogą mylić a błądzić jest rzeczą ludzką. Aby tych zawirowań było w miarę, by nie brać zbyt wiele gorzkich lekcji - zawierzmy sobie. Joga i inne systemy maja na to różne sposoby: do wyboru dla każdej osobowości. Ja stosuję medytacje, przy wyciszeniu, najlepiej wśród przyrody. Jak się postaramy, to taka medytacja pozwala na wgląd w siebie. Ale czasem, nawet w centrum jakiegoś miasta, wśród zgiełku matrixa, coś można dostrzec oczyma duszy, zawołać: Ahaaa!

Moim ukochanym Przyjaciółkom i Przyjaciołom i znajomym (także z wirtualnego rodu sympatyków naszej Osady) dedykuję tę myśl o PRAWDZIE:

Nie jestem ukryta ani w tym, co wysokie
ani w tym, co niskie
ani w Ziemi
ani w Niebiosach
ani w Tronie.
To jest pewne, ukochany:
jestem ukryta w sercu wiernego!
Jeśli mnie szukasz
szukaj mnie w tych sercach...

Tak nauczał Dżelaleddin Rumi, zwany Mewlaną (1207 – 1273).

                                                                                                                                                                 Paweł A. Fijałkowski